top of page

"Aniela" ... opowieść o kobiecie, której nikt nie zdoła złamać

Autor: K. Grabowska/ Netflix

Rzadko zdarza się serial, który wbija się w głowę, serce i kręgosłup. Który zostaje na dłużej niż tylko do końca napisów. „Aniela” nie jest tylko rozrywką. To opowieść o kobiecie, której zabrano wszystko, ale której nie dało się odebrać jednego: godności.


Małgorzata Kożuchowska jako Aniela to postać, która jednych irytuje, innych fascynuje, ale nikt nie przechodzi obok niej obojętnie. Kobieta z najwyższych sfer, wyniosła, pewna siebie, upudrowana i ukwiecona sztucznością. A potem brutalne zderzenie z rzeczywistością. Praga. Blok. Ludzie, którzy nie wiedzą co to „coaching”, ale wiedzą, czym jest życie.


I właśnie wtedy dzieje się coś niezwykłego. Bo Aniela nie upada. A nawet jeśli klęka to z podniesioną głową. Ogołocona z luksusów, z wygodnego życia, z pozycji społecznej zostaje zmuszona, by zobaczyć siebie w najczystszej wersji. I co się okazuje? Że pod skorupą cynizmu jest siła, którą mają tylko kobiety, które przeżyły piekło i przeszły przez nie w szpilkach.


Zdjęcie: K. Grabowska/ Netflix/
Zdjęcie: K. Grabowska/ Netflix/

Ten serial pokazuje coś niezwykle ważnego: można nam zabrać wszystko. Dom, pracę, status, mężczyznę... ale jeśli nie damy sobie zabrać własnego umysłu, to nic nas nie złamie. To nie jest tania historia o upadku i powstaniu. To opowieść o tym, że dno nie istnieje, dopóki jesteśmy w stanie na nim wstać.


W postaci Anieli każda kobieta znajdzie coś dla siebie, nawet jeśli początkowo jej nie znosi. A może właśnie dlatego. Bo każda z nas miała w sobie kiedyś coś z Anieli: zbyt dużą dumę, zbyt wiele zranień, za głośny śmiech, za wyraźne zdanie, za dużo wymagań. I każda z nas w pewnym momencie musiała zacząć wszystko od nowa.

Z dna. Z niczego. Z wewnętrznego chaosu. I tak jak ona...nie mogła się poddać.


Męski świat serialu? Też nieprzypadkowy. Armani (Filip Pławiak) postać gangstera z Pragi, który nie do końca wie, czy jest bohaterem romantycznym czy tragicznym jest tu nie tylko przeciwwagą, ale też lustrzanym odbiciem Anieli. Oboje są z innych światów, ale oboje są zagubieni. Ona - bo utraciła pozory. On - bo nigdy ich nie miał.

A jednak coś ich do siebie ciągnie, bo siła nie musi być czysta, by była prawdziwa.


Praga w tym serialu to nie tylko miejsce akcji. To metafora. Miasto, w którym nikt niczego nie udaje, gdzie ból nie jest maskowany, a relacje bywają brutalne, ale autentyczne. Ludzie z tej dzielnicy: kobiety po przejściach, mężczyźni po wyrokach...mają w sobie coś, czego brakuje wielu bohaterom z telewizyjnych produkcji: prawdę. I właśnie w tej prawdzie Aniela zaczyna się budować na nowo. Już nie z pieniędzy. Z ludzi.


Ten serial przypomina, że siła nie zawsze jest spektakularna. Czasem to po prostu decyzja, by wstać z łóżka. Albo wyjść z domu. Albo nie odpowiedzieć przemocą na przemoc. To jest kobiecość, która nie potrzebuje błysku fleszy. To kobiecość zmęczona, połamana, ale niezniszczalna.


Jestem zachwycona, bo „Aniela” nie jest tylko serialem o kobiecie. To serial o nas. O każdej z nas, która miała dzień, tydzień, rok w którym wszystko się rozsypało. I która musiała nauczyć się chodzić po własnych gruzach jak po wybiegu. To serial o tym, że wszystko jest stanem umysłu. A kiedy umysł mówi: „Jeszcze nie koniec”, to znaczy, że jeszcze nie koniec. I właśnie dlatego warto go obejrzeć. Nie dla akcji, nie dla fabuły, nie dla mody tylko po to, żeby sobie przypomnieć, że jeszcze potrafimy w siebie wierzyć.


Na koniec muszę powiedzieć jedno: gra aktorska w „Anieli” jest fantastyczna. Często przerysowana, bajkowa, niemal teatralna, ale właśnie w tym tkwi jej siła. Bo ten serial nie udaje rzeczywistości. On ją przetwarza, komentuje, rozbraja z czułością i ironią. Małgorzata Kożuchowska gra jakby z wnętrza kobiecego krzyku i śmiechu naraz i trudno oderwać od niej wzrok. Brawo. Naprawdę brawo!


Kieruje te słowa do wszystkich kobiet:

Jeśli masz wrażenie, że już nie dasz rady: przypomnij sobie, że już nie raz tak myślałaś… i przetrwałaś.

Jeśli boisz się, że nie jesteś wystarczająca, pamiętaj, że to nie doskonałość czyni Cię silną, lecz to, co przeżyłaś. Twoje blizny nie są oznaką słabości. Są śladami odwagi.


Niech ten serial będzie nie tylko wieczornym seansem. Niech będzie dla Ciebie przypomnieniem: że jesteś nie do złamania. Że nawet jeśli wszystko Ci zabiorą...Ty jesteś. Ty tworzysz. Ty stoisz.

I nie musisz być idealna. Wystarczy, że będziesz prawdziwa.




Komentarze


bottom of page