top of page

"Kiedy tańczę, jestem wolna jak ptak" - Laura Mirosława Józwa – część II

Są historie, do których nie da się wrócić obojętnie.

Kiedy po raz pierwszy pisaliśmy o Laurze Józwie w Magazynie KREO, poznaliśmy młodą kobietę, która komunikuje się ze światem za pomocą Cyber Oka. Kobietę, której jedno zdanie potrafi zatrzymać bardziej niż niejeden długi monolog. To właśnie wtedy Laura powiedziała nam o sobie słowami, które stały się tytułem pierwszej części jej historii: „Duszą jestem wszędzie, lecz ciałem w jednym miejscu”.


Tamten tekst był jednak dopiero początkiem. Bo Laura nie mówi wyłącznie o tym, czego jej ciało nie może zrobić. Laura mówi też o tym, co pomimo tego robi jej dusza. A jej dusza… tańczy.


Kiedy zaczyna grać muzyka

Trudno wskazać moment, w którym zaczyna się miłość, do człowieka, miejsca, sztuki, czy muzyki. Laura również nie potrafi powiedzieć, skąd właściwie wzięła się jej miłość do tańca. Po prostu jest. Kiedy pojawia się muzyka, coś się zmienia. Jakby świat na chwilę przestawał przypominać o wszystkim, co niemożliwe, a ciało na moment przestawało wyznaczać granice i zaczynało mówić to, czego nie sposób wypowiedzieć słowami.

Laura mówi o tym bardzo prosto:

"Kiedy leżę i zaczyna grać muzyka, jestem w swoim żywiole"



Najbardziej lubi tańczyć na materacu. Nie na wózku. To na materacu czuje, że może pokazać więcej siebie. Może pozwolić ciału reagować na muzykę w taki sposób, na jaki ono pozwala. Może być swobodniejsza i być bliżej tego, co czuje. I być może właśnie dlatego jej taniec ma w sobie coś, czego nie da się nauczyć na żadnych zajęciach. Ma prawdę.

Laura nie tańczy po to, żeby wykonać idealną choreografię. Nie wybiera przypadkowych utworów.

Mówi, że tańczy tylko do takich piosenek, w których czuje coś swojego. Do takich, które opowiadają o niej, dotykają jej emocji, przypominają fragment jej życia albo pozwalają wyrazić coś, czego inaczej nie byłaby w stanpokazać. Wtedy taniec przestaje być ruchem. Staje się językiem jej duszy.


Ciało Laury ma ograniczenia, ale jej emocje ich nie mają.

W pierwszym artykule pisaliśmy, że Laura nie mówi ustami, ale potrafi powiedzieć światu bardzo wiele. Pisze za pomocą ruchu oczu, litera po literze budując swoje zdania, myśli i historie.

Dziś odkrywamy jeszcze jeden z jej języków. Taniec. Bo przecież człowiek mówi nie tylko głosem. Mówi spojrzeniem, gestem, tym, co tworzymy, sposobem, w jaki patrzymy na drugiego człowieka. I czasem mówimy właśnie tańcem. Dla Laury jest on czymś znacznie większym niż hobby. Jest chwilą, w której może poczuć, że ograniczenia przestają mieć pierwszeństwo.


„Jak tańczę, to po prostu jestem wolna jak ptak. Zapominam o moich ograniczeniach.”

Może właśnie w tym jednym zdaniu mieści się odpowiedź na pytanie, dlaczego tak bardzo kocha muzykę. Bo takie chwile, w których nie potrzebujemy, aby świat się zmienił. Potrzebujemy tylko znaleźć przestrzeń, w której to my przestajemy czuć się ograniczeni przez świat. Dla Laury taką przestrzenią jest taniec. Pierwszy taniec, który zostanie w sercu na zawsze Laura miała wtedy zaledwie 12 lat. To był występ do piosenek „Pół kroku stąd” i „Łowcy gwiazd”. Tańczyła na sześciu materacach, które dawały jej przestrzeń, swobodę i jak sama wspomina ogromne pole do pokazania siebie. Ten występ do dziś zajmuje szczególne miejsce w jej sercu. Nie tylko dlatego, że był pierwszy. Wtedy na scenie była razem z Panią Agusią, osobą bardzo ważną dla Laury, z którą łączy ją wyjątkowe wspomnienie.


Dziś Pani Agusi nie ma już z nami. Odeszła na zawsze. Ale dla Laury nie znaczy to, że zniknęła z jej świata. Przed każdym kolejnym występem Laura zwraca się do niej w myślach. Prosi, żeby była obok. Żeby znów, tak jak wtedy, towarzyszyła jej w tańcu. Żeby patrzyła, wspierała i była częścią tej chwili.


I może właśnie dlatego każdy występ Laury niesie w sobie coś więcej niż muzykę i ruch. Jest w nim także pamięć, wdzięczność i obecność kogoś, kogo nie można już zobaczyć, ale kogo nadal można bardzo mocno czuć. Bo są osoby, które odchodzą z naszego życia tylko fizycznie. W sercu potrafią zostać na zawsze.



Marzenie ma imię: Dawid

Jest jeszcze ktoś, kto od dawna zajmuje szczególne miejsce w muzycznym świecie Laury. Jest to znany, popularny i uwielbiany przez społeczeństwo Dawid Kwiatkowski.

Laura mówi o nim jako o swoim największym i jedynym idolu. I jak przystało na prawdziwą miłośniczkę muzyki, ma związane z nim wielkie marzenie. Chciałaby kiedyś zatańczyć razem z Dawidem Kwiatkowskim na scenie. A może pojawić się w jego teledysku.


Dla kogoś z zewnątrz może to być po prostu marzenie o spotkaniu z ulubionym artystą. Ale kiedy poznaje się Laurę trochę bliżej, zaczyna się rozumieć, że chodzi o coś więcej. O możliwość powiedzenia: jestem tutaj. Mam swoją pasję. Mam coś do pokazania i mam emocje, które chcę wyrazić. Laura mówi, że ma prawo marzyć tak samo mocno jak każdy inny człowiek. I kto powiedział, że to marzenie nie może się spełnić?


Laura już wychodzi na swoją scenę

Laura nie czeka jednak bezczynnie na wielki moment. Już dziś występuje podczas różnych uroczystości szkolnych. Jej taniec można również zobaczyć w internecie. Publikuje materiały na YouTube jako Laura Józwa. I ma za sobą chwile, które dla niej znaczą naprawdę wiele.


Jedną z nich było osobiste spotkanie z Wicestarostą Powiatu Żarskiego, który po jej występie dwukrotnie jej gratulował. Można powiedzieć: kilka słów. Można powiedzieć: zwykłe gratulacje. Ale czasami właśnie takie chwile zostają w człowieku najdłużej. Bo ktoś zobaczył. Ktoś zauważył wysiłek, zatrzymał się i powiedział swoim gestem:

To, co robisz, ma znaczenie. Laura do dziś wspomina ten moment jako coś niesamowitego i bardzo ważnego.

Kiedy tańczę, jestem wolna jak ptak




A potem wydarzyło się coś jeszcze. Laura otrzymała propozycję wystąpienia w teledysku „Lekcja Miłości” Lizy Hern. Kolejne małe drzwi zaczęły się otwierać. I może właśnie tak spełniają się największe marzenia. Nie zawsze jednym spektakularnym skokiem. Czasami najpierw ktoś zobaczy Twój występ, potem ktoś Ci pogratuluje, ktoś inny zaprosi Cię do projektu, aż któregoś dnia orientujesz się, że miejsce, o którym kiedyś tylko marzyłaś, jest już znacznie bliżej.



Ale Laura marzy o czymś jeszcze. Gdy pytamy ją o marzenia, taniec jest bardzo ważny, ale nie jedyny. Laura pisze wiersze i chce napisać książkę. I chyba nikogo, kto poznał jej sposób komunikowania się ze światem, nie powinno to dziwić. Bo słowa są dla niej czymś szczególnym. Każde z nich powstaje inaczej niż nasze szybkie wiadomości pisane między jednym spotkaniem a drugim. Laura tworzy tekst za pomocą wzroku. Każde zdanie wymaga od niej czasu, koncentracji i cierpliwości. A mimo to chce pisać. Więcej. Dalej. Mocniej. Chce pozostawić po sobie słowa, które ktoś przeczyta. Być może kiedyś weźmiemy do ręki książkę z jej nazwiskiem na okładce i pomyślimy: ona kiedyś o tym marzyła.

Jedno z marzeń właśnie przestaje być marzeniem

Było jeszcze jedno. Laura chciała stworzyć akcję społeczną, która da przestrzeń i głos osobom z niepełnosprawnościami. Dzisiaj nie mówi już o niej wyłącznie w czasie przyszłym. Bo projekt zaczyna nabierać realnego kształtu. Jego nazwa brzmi: „Zanim ocenisz… Ja też mam głos” I trudno wyobrazić sobie zdanie, które lepiej pasowałoby właśnie do niej.


Bo historia Laury jest w pewnym sensie historią o ocenianiu. O tym, jak łatwo spojrzeć na człowieka i w kilka sekund stworzyć sobie jego obraz. Zobaczyć wózek, ciało i to, czego ktoś nie może. I nie zadać sobie trudu, aby zapytać: A kim jesteś? Co kochasz? Co Cię śmieszy? O czym marzysz? Co masz światu do powiedzenia?

A Laura ma bardzo wiele do powiedzenia. I być może właśnie dlatego jej akcja społeczna może stać się ważna nie tylko dla osób z niepełnosprawnościami. Może stać się ważna dla nas wszystkich.



Wolna jak ptak

W pierwszej części historii Laury napisaliśmy, że jej dusza nie zna ograniczeń. Dzisiaj wiemy już trochę więcej.

Wiemy, co dzieje się z tą duszą, kiedy zaczyna grać muzyka. Ona tańczy. Nie pyta wtedy, czego nie może. Nie zastanawia się, jak wygląda jej ruch w oczach innych. Nie próbuje zmieścić się w niczyjej definicji tańca. Po prostu jest w muzyce, emocjach. W swoim świecie. Wolna.


I może właśnie Laura przypomina nam o czymś, o czym sami zbyt często zapominamy. Że wolność nie zawsze zaczyna się wtedy, kiedy znikają wszystkie ograniczenia. Czasem zaczyna się w chwili, kiedy znajdujemy w sobie coś tak silnego, że przez moment ograniczenia przestają być najważniejsze.


Dla Laury jest to muzyka. Taniec. Pisanie. Marzenia. A przed nią jeszcze wiele historii do napisania. I mamy nadzieję, jeszcze przed nią wiele scen, na których zatańczy. Bo skoro duszą można być wszędzie, być może któregoś dnia jedna z tych dróg naprawdę zaprowadzi ją na scenę obok Dawida Kwiatkowskiego.


A wtedy być może Laura nie będzie musiała niczego mówić. Wystarczy, że zatańczy. Opracowała Maria Kroczak Red. Magazynu KREO

Komentarze


bottom of page