top of page

Dominika Gałuszka - twórczyni autorskiego procesu "Alchemia Życia"

Dominika Gałuszka – certyfikowana praktyczka metod Light Healing, Theta Healing oraz Techniki Transformacji Emocji, trenerka mentalna i twórczyni autorskiego procesu „Alchemia Życia”. Specjalizuje się w pracy z kobietami, łącząc rozwój osobisty i duchowy w spójny, praktyczny proces. Jej metoda opiera się na integracji czterech wymiarów energii: umysłu, emocji, ciała i ducha. To właśnie ich harmonijne połączenie pozwala uczestniczkom jej warsztatów doświadczać realnej, głębokiej przemiany i budować wewnętrzną równowagę w codziennym życiu.

Działa głównie w przestrzeni online, prowadząc kobiety w podróż ku większej świadomości i autentyczności. Łączy wewnętrzną transformację z doświadczeniem realnych podróży po świecie, pokazując, że rozwój może odbywać się zarówno w ciszy własnego wnętrza, jak i w ruchu – w nowych miejscach, kulturach i perspektywach. Od lat wspiera sportowców, przedsiębiorców oraz osoby, które chcą wzmacniać swoją siłę mentalną i świadomie podnosić jakość życia.



Maria Kroczak: Jak zaczęła się Twoja przygoda z „Alchemią Życia” i czym tak naprawdę jest ta metoda?

Dominika Gałuszka: Moja przygoda z „Alchemią Życia” zaczęła się dość nietypowo. Prowadziłam już sesje indywidualne, warsztaty wyjazdowe, mastermind i masterclassy online. Zaczęłam też pierwsze trzymiesięczne mentoringi i wtedy zobaczyłam coś bardzo wyraźnie, ogromną różnicę między pracą doraźną a byciem w stałym procesie.

Kiedy ktoś przychodził na jednorazową sesję, efekt był chwilowy. Natomiast osoby, które były ze mną przez trzy miesiące, doświadczały realnej, głębszej zmiany. I wtedy poczułam, że w świecie rozwoju osobistego czegoś brakuje. Korzystamy z wielu narzędzi, takich jak trening mentalny, Theta Healing, hipnoterapia, kroniki Akaszy czy inne metody transformacyjne, ale często traktujemy je jak coś, co ma nas „uratować”. A później nie integrujemy tego w codziennym życiu. Zrozumiałam, że brakuje procesu. Codziennego wdrażania. Bycia w rozwoju, a nie tylko doświadczania go punktowo. Nie wiedziałam jeszcze, w jakiej formie to powstanie. Zostawiłam to w przestrzeni. I pewnej nocy, o drugiej nad ranem, obudziłam się z gotową koncepcją. Spisywałam ją do rana. Kilka dni później ogłosiłam „Alchemię Życia” na Instagramie i zapisały się pierwsze kobiety.


Dziś to roczny proces transformacji. Spotykamy się regularnie, pracujemy mentoringowo, mamy stały kontakt w zamkniętej grupie. Kobiety są w tym razem. Wspierają się, konfrontują, wdrażają zmiany. Kładziemy ogromny nacisk na integrację i na to, by wszystko, co odkryjemy, było realnie wprowadzane w życie. Pracujemy na czterech wymiarach energii: ciele, umyśle, emocjach i duchu, holistycznie, tak by żaden obszar nie został pominięty. Kluczowe jest dla mnie jedno: nie chodzi o to, by zmieniać świat wokół siebie, ale by świadomie wybierać, jak na niego reagujemy. To właśnie nasza reakcja jest początkiem prawdziwej przemiany. Dla mnie „Alchemia Życia” to proces świadomego wdrażania rozwoju w codzienność. To decyzja, by każdego dnia zrobić jeden mały krok do przodu i zobaczyć, jak po roku całe życie układa się inaczej.


Co według Ciebie jest największym wyzwaniem dla kobiet w dzisiejszym świecie, jeśli chodzi o rozwój osobisty i równowagę życiową?

Myślę, że największym wyzwaniem dla kobiet jest dziś odpuszczenie kontroli i pozwolenie sobie na przyjęcie wsparcia. Pozwolenie sobie na to, by nie musieć wszystkiego unosić samodzielnie. Historia naszego kraju, historia naszych mam i babć nauczyła nas siły. Nauczyła nas radzić sobie w każdych warunkach. Nauczyła nas nie pokazywać słabości. I ta siła jest ogromnym zasobem, ale bywa też ciężarem. Bo z niej często rodzi się przekonanie, że musimy dać radę same. Że mamy spełniać oczekiwania, wchodzić w role, które „wypada”, dowozić cele, osiągać kolejne poziomy. Stawiamy wszystkich na pierwszym miejscu, a siebie na końcu. I w pewnym momencie budzimy się – nawet jako kobiety spełnione, zrealizowane, mające „wszystko” i czujemy, że czegoś brakuje. Zrealizowałyśmy marzenia, które nie były nasze. Doszłyśmy do miejsc, które miały dać spokój i spełnienie. A tam tego nie ma. I to jest moment powrotu do siebie.


Największym wyzwaniem nie jest brak możliwości. Największym wyzwaniem jest zatrzymanie się i zapytanie: czy to naprawdę moje? Czy ja tak chcę? Czy ja tak reaguję, bo wybieram, czy dlatego, że tak mnie nauczono?

Często wydaje nam się, że nasze samopoczucie zależy od tego, co dzieje się na zewnątrz, od relacji, pieniędzy, sukcesu. A ono w ogromnej mierze zależy od tego, jak my na to reagujemy i co dzieje się w naszym wnętrzu. I właśnie ten moment przejęcia odpowiedzialności za swoją reakcję i swoje wybory – jest początkiem prawdziwej równowagi.


Twoja praca łączy podróże i trening mentalny. Jak te dwie pasje wpływają na to, kim jesteś i jak pomagasz innym?

To dla mnie bardzo ważne, bo pracuję konkretnie z reakcją, uważnością oraz budowaniem wewnętrznej siły i sprawczości. Zaczynałam jako trenerka podróży, mówiąc głównie o podróżach po świecie. I to nadal jest moja ogromna pasja. Ale z czasem zobaczyłam, że podróż to coś znacznie więcej niż zmiana miejsca na mapie.

Kiedy opuszczamy swoją codzienność i lądujemy w nowej przestrzeni, w obcej kulturze, bez znanych schematów, zaczynamy widzieć siebie wyraźniej. W podróży szybciej wychodzą nasze reakcje, schematy i triggery. To, co w domu zdążyło się „zatrzeć”, nagle staje się widoczne. Podróż jest więc piękną przestrzenią do odkrywania własnego mentalu. W pewnym momencie zaczęłam prowadzić konto bardziej rozwojowe i nawet myślałam o zmianie nazwy. Ale poczułam, że rozwój osobisty i duchowy też jest podróżą. To droga w głąb siebie. Odkopywanie swojej prawdy spod masek, ról i oczekiwań. Powrót do autentyczności. Dlatego zostało tak, jak jest. Bo moje życiowe motto brzmi: The road is my home.

Czuję, że rozwój jest drogą. Nie celem. Nie punktem na mapie, drogą. Podróże nauczyły mnie też czegoś jeszcze: że świat nie jest zero-jedynkowy. To, co w naszym społeczeństwie wydaje się jedyną normą, jest tylko jedną z wielu perspektyw. Kiedy widzimy, jak żyją kobiety w innych częściach świata, jak funkcjonują inne kultury, nagle odkrywamy, że możemy wybierać. Że nasze „tak musi być” wcale nie jest jedyną opcją. I dokładnie tak działa „Alchemia Życia”. To roczna podróż przez różne obszary swojej tożsamości. Zaczynamy od energii umysłu, przechodzimy przez emocje, ducha i ciało. Odwiedzamy różne „rejony” siebie, zaglądamy w zakamarki, których wcześniej nie widziałyśmy. Czasem jest trudno, czasem trzeba się podnieść. Ale potem przychodzi słońce i idziemy dalej. Dla mnie droga – czy to po świecie, czy w głąb siebie – zawsze prowadzi do jednego: do większej świadomości i wolności wyboru.



Jakie trzy proste nawyki mogłabyś polecić kobietom, które chcą zacząć swoją „alchemię” i poprawić jakość swojego życia?

Pierwszy to mikromomenty zatrzymania w ciągu dnia. Cokolwiek robisz, obierasz ziemniaki, prowadzisz samochód, czeszesz włosy, zatrzymaj się na kilka sekund i naprawdę bądź w tym momencie.

Zauważ: gdzie jestem? Co robię? Jak się czuję? Jak czuje się moje ciało? Nasza głowa bardzo często jest zupełnie gdzie indziej. Planuje, analizuje, wraca do przeszłości. A my nie jesteśmy ani w sobie, ani w ciele.

Taki krótki wdech, wydech i pytanie: „Czego teraz potrzebuję?” potrafią w ciągu dnia przywrócić nas do siebie wiele razy.

Drugi nawyk to pisanie intuicyjne. Codzienne zapisywanie myśli, emocji, tego, co przychodzi do głowy, bez cenzury. Przelewanie tego na papier porządkuje wnętrze, pozwala zobaczyć wzorce, ale też odkryć odpowiedzi, które już w nas są. A po czasie daje piękny punkt odniesienia, możemy wrócić do swoich zapisków i zobaczyć, jak ogromną drogę przeszłyśmy.

Trzeci to praktyka wdzięczności połączona z oddechem. Nie taka „z głowy”, odhaczona na liście, tylko prawdziwa. Kilkadziesiąt sekund dziennie, kiedy zatrzymujemy się i naprawdę czujemy w ciele, za co jesteśmy wdzięczne.

Co mnie dziś poruszyło? Co było dobre? I do tego świadomy, głęboki oddech, taki, który przechodzi przez całe ciało. Czasem jeden uważny oddech potrafi zmienić więcej niż godzina analizowania.

To są małe rzeczy. Ale właśnie z małych, codziennych kroków zaczyna się prawdziwa alchemia.




Czy masz jakieś zabawne lub zaskakujące doświadczenie z MentalTripów albo warsztatów „Alchemia Życia”, które szczególnie zapadło Ci w pamięć?

Takich momentów jest mnóstwo, i śmiechu, i wzruszeń. Na warsztatach nie unikamy humoru, bo czasem właśnie on najbardziej rozładowuje napięcie. Czasami nawet śmiejemy się z naszego nadmiernego analizowania wszystkiego „bardzo głęboko”. Ale jest jedna sytuacja, którą szczególnie pamiętam. Jedna z uczestniczek, weteranka, która była już na wielu wyjazdach i zna wszystkie moje „złote myśli”, jechała na warsztaty w Bieszczady. Jej autobus był opóźniony o kilka godzin. Napisała, że dotrze później. Chwilę później okazało się, że opóźnienie się zmniejszyło… a ona w tym czasie była w toalecie. Autobus odjechał bez niej.

Nie zastanawiając się długo, nagrałam jej wiadomość: „Pamiętaj, wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. Gdyby miało być inaczej, byłoby inaczej”. W odpowiedzi dostałam nagranie: „Czy ktoś Ci kiedyś za to przyłożył?”. I to było piękne. Wiemy, że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. Ale w konkretnym momencie, kiedy jesteśmy w emocjach, nie zawsze jest łatwo to przyjąć. I właśnie wtedy przychodzi prawdziwa praktyka, głębszy wdech, wydech… i działamy dalej.


Te momenty są zawsze wspierające. Bo pokazują, że rozwój to nie perfekcyjne reakcje, tylko powracanie do siebie, nawet jeśli najpierw musimy się z tego wszystkiego pośmiać.

___________________________________________________________________________________________


Komentarze


bottom of page