top of page

Są słowa, które nie starzeją się nigdy.

Są słowa, które nie starzeją się nigdy. Choć zmieniają się nośniki, tempo życia i sposoby wyrażania uczuć,

niektóre wyznania wciąż mają siłę poruszyć duszę. Takim nośnikiem jest list. Napisany z potrzeby serca, nie dla szybkiej odpowiedzi. Powolny, uważny, prawdziwy. Ten, który się czyta nie oczami, ale sercem.



Były kiedyś czasy, gdy list nie był tylko wiadomością — był opowieścią, pisany duszą. Pisany nie klawiaturą, ale piórem, które drżało w dłoni równie mocno jak serce autora. Papier, na którym układały się słowa, niósł nie tylko treść, lecz także zapach czyjejś obecności — lekko przesiąknięty perfumami, aromatem domu, a czasem nawet deszczem, przez który przeszła koperta. List pachniał uczuciem. To nie był szybki komunikat. To było zatrzymanie czasu. Cierpliwość czekania, rytuał otwierania koperty, miękkość papieru pod opuszkami palców — wszystko to składało się na doświadczenie, które dziś wydaje się niemal świętością. Każde słowo miało wagę, bo płynęło z potrzeby, nie z przymusu. Pisanie listu było aktem miłości, tęsknoty, czasem odwagi. W dobie powiadomień, błyskawicznych wiadomości, zatraciliśmy coś więcej niż formę, zatraciliśmy rytm emocji. A przecież są słowa, które zasługują na to, by nie zniknęły. Są uczucia, które nie powinny się spalać w sekundzie. Ten tekst, wspomnienie i wyznanie zarazem, jest powrotem do piękna, któremu zbyt łatwo pozwoliliśmy odejść. To list pisany jak dawniej, z sercem na dłoni i zapachem wspomnień na papierze..



Kochana,


Nie wiem, kiedy to się dokładnie stało. Może wtedy, gdy spojrzałaś na mnie po raz pierwszy, uważnie, bez pośpiechu, tak, jakbyś czytała mnie między słowami. Może wtedy, gdy podałaś mi herbatę w zupełnie zwykły dzień, a w tym prostym geście było wszystko: troska, ciepło, dom. A może wtedy, gdy po prostu zostałaś. Kiedy życie nie było łatwe. Kiedy ja nie byłem łatwy. Minęło już „dzieści” lat… A ja wciąż nie mam dość. Nie mam dość patrzenia, jak poprawiasz włosy przy porannej kawie. Nie mam dość Twojego głosu, który zna każdy zakamarek mojego serca. Nie mam dość tego, że jesteś. Wiem, że to wszystko brzmi prosto. Może zbyt zwyczajnie. Bez wielkich słów, bez wielkich gestów. Ale właśnie taka jest nasza miłość. Prawdziwa, cicha, codzienna, głęboka. Bez ozdób. Bez scenariuszy. Po prostu nasza. Każdy dzień z Tobą jest jak nowa strona pisana przez życie. Czasem lekka, czasem trudna. Ale zawsze w duecie. I wiesz co? Przez ten czas zrozumiałem jedno: Wolę jedno życie z Tobą niż wieczność bez Ciebie. Bo co po nieśmiertelności, jeśli nie mogę dzielić z Tobą śniadania? Jeśli nie mogę przeczytać Ci fragmentu książki? Jeśli nie mogę po prostu posiedzieć przy oknie, w ciszy, gdy za szybą pada deszcz. Nie potrzebuję wielkich rozmów, jeśli mogę pomilczeć z Tobą. Bo ta cisza z Tobą nie boli. Ona koi. Nie szukam wystawnych kolacji, jeśli mogę wypić z Tobą czarną, gorzką kawę, tę samą, co zawsze. Bo smak ma znaczenie tylko wtedy, gdy dzielimy go razem. Nie chodzi o „to” . Chodzi o „z kim” . Wolę cokolwiek z Tobą niż wszystko bez Ciebie. Mówią, że mężczyźni rzadko mówią o uczuciach. Może to prawda. Może zbyt długo wierzyłem, że wystarczy być, działać, trwać. Ale dziś wiem, że są słowa, które trzeba wypowiedzieć. Z serca. Dlatego mówię Ci teraz, głośno, świadomie i z najgłębszą czułością: To jest zaszczyt i najpiękniejszy dar mojego życia iść przez nie obok Ciebie. Nie jesteś tylko moją żoną. Jesteś światłem, które prowadziło mnie przez ciemność. Jesteś spokojem w hałasie świata. Jesteś ręką, która trzymała mnie, gdy sam nie potrafiłem utrzymać się na nogach. Nigdy nie żądałaś wiele. A dawałaś wszystko. Miłość. Czułość. Cierpliwość. Siebie. Może nie jesteśmy idealni, ale właśnie dlatego to wszystko jest takie prawdziwe. Bo kochamy się nie za to, że było łatwo, ale za to, że wciąż się dla siebie staramy. Codziennie od nowa. I dziś, z sercem pełnym wdzięczności, chcę zakończyć ten list tak, jak zacząłem: Jak mężczyzna, który się spowiada. Nie z win — ale z miłości. Dziękuję Ci za każdy poranek. Za każdy uśmiech, nawet ten zmęczony. Za to, że byłaś, jesteś i mam nadzieję, zawsze będziesz. Wciąż Cię wybieram. Z tą samą czułością, z jaką kiedyś powiedzieliśmy sobie „tak” . Wybieram Twoją dłoń, Twój zapach, Twój śmiech. Ciebie — całą. Zawsze Ciebie. Tylko Ciebie.


Twój na zawsze K.


Magazyn KREO - Lato 2025



Magazyn KREO - Lato 2025

Autor artykułu: Krzysztof Wenda


Komentarze


bottom of page