„Panie przodem” – film o świecie, który stanął na głowie, abyśmy mogli zobaczyć prawdę
- Maria Kroczak

- 2 dni temu
- 4 minut(y) czytania
„Panie przodem” (Ladies First) to komedia dostępna na Netflixie, w której główny bohater, pewny siebie, biznesmen, szef agencji reklamowej, ( Sacha Baron Cohen) budzi się po upadku, w alternatywnej rzeczywistości. Społeczności, gdzie kobiety sprawują władzę, a mężczyźni znajdują się w pozycji, jaką wcześniej zajmowały kobiety. Film w humorystyczny i satyryczny sposób odwraca role społeczne i pokazuje świat z zupełnie innej perspektywy. Pokazuje, jak łatwo przyzwyczajamy się do rzeczywistości, którą znamy i jak trudno zrozumieć doświadczenia drugiego człowieka, dopóki sami ich nie przeżyjemy.

Żródło zdjęć - materiały prasowe
Polecam film zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Kobietom, ponieważ wiele scen może wywołać uśmiech i myśl: „Tak, doskonale to znam”. Mężczyznom, ponieważ daje szansę spojrzenia na świat z zupełnie innej perspektywy. A wszystkim przypomina, że wzajemny szacunek, zrozumienie i partnerstwo są znacznie ważniejsze niż udowadnianie, kto ma rację.
---------------
Kiedy zaczęłam oglądać film „Panie przodem”, spodziewałam się lekkiej komedii, ale szybko zrozumiałam, że pod warstwą humoru kryje się coś znacznie głębszego. To nie jest film o tym, że kobiety są lepsze od mężczyzn ani o tym, że mężczyźni są winni wszystkiemu. To film o perspektywie. O umiejętności spojrzenia na świat oczami drugiego człowieka.
Reżyserka Thea Sharrock postawiła bardzo proste pytanie:
Co by było, gdybyśmy odwrócili świat do góry nogami?
Co by było, gdyby kobiety zajmowały uprzywilejowaną pozycję, a mężczyźni musieli funkcjonować według zasad stworzonych przez kobiety?
I dlatego właśnie, główny bohater budzi się w rzeczywistości, która jest lustrzanym odbiciem naszego świata. Nagle doświadcza tego, czego wcześniej nie zauważał. Jest oceniany przez wygląd. Musi bardziej uważać na swoje zachowanie. Jego kompetencje są podważane. Nie jest traktowany poważnie. To, co wcześniej wydawało mu się normalne, staje się dla niego źródłem frustracji.

Żródło zdjęć - materiały prasowe
Przez lata wiele kobiet funkcjonowało w świecie, w którym musiały walczyć o prawo do edukacji, pracy, własnych pieniędzy, głosu czy decydowania o sobie. Nawet dziś wiele kobiet doświadcza sytuacji, w których są oceniane bardziej przez wygląd niż przez kompetencje. Muszą udowadniać swoją wartość dwa razy bardziej. Słyszą, że są „za ambitne”, „za emocjonalne”, „za stanowcze” albo „za mało stanowcze”.
Film pokazuje to wszystko, ale poprzez doświadczenie mężczyzny.
Dlaczego?
Bo czasami najłatwiej zauważamy niesprawiedliwość wtedy, gdy dotyka ona nas samych. To bardzo inteligentny zabieg reżyserski. Nie chodzi o oskarżanie kogokolwiek. Chodzi o wywołanie empatii. O to, aby mężczyzna mógł przez chwilę poczuć to, co przez lata czuły kobiety.

Żródło zdjęć - materiały prasowe
Ale ten film ma również drugie dno.
Pokazuje, że świat zdominowany przez kobiety również nie jest idealny. Mężczyźni zaczynają doświadczać ograniczeń, których wcześniej nie rozumieli. Muszą dostosowywać się do oczekiwań. Są oceniani przez pryzmat wyglądu. Czują bezsilność, gdy nie są traktowani poważnie.
I wtedy pojawia się ważna refleksja.
Problemem nie jest to, czy rządzą kobiety czy mężczyźni. Problemem jest każda sytuacja, w której jedna grupa uznaje, że ma większą wartość od drugiej. Reżyserka pokazuje nam, że nierówność boli niezależnie od tego, kogo dotyczy.
Jedną z najbardziej wymownych scen filmu jest zestawienie dwóch niemal identycznych spotkań biznesowych.
W pierwszym spotkaniu, przy stole siedzą sami mężczyźni i tylko jedna kobieta. Choć jest kompetentna i ma coś wartościowego do powiedzenia, niemal nikt jej nie słucha. Jej głos ginie wśród męskich opinii. Kiedy zabiera głos, jest przerywana, ignorowana lub traktowana jak dodatek do rozmowy. Nie dlatego, że brakuje jej wiedzy. Po prostu znajduje się w świecie, w którym jej zdanie nie ma takiej samej wagi.
Kilka scen później role zostają odwrócone. Przy stole zasiadają kobiety, a jedynym mężczyzną jest główny bohater. Nagle to on doświadcza tego samego. Próbuje coś powiedzieć, ale nikt nie zwraca na niego większej uwagi. Jego pomysły nie wywołują zainteresowania. Jest obecny fizycznie, ale jakby niewidzialny.
To właśnie w tej scenie reżyser pokazuje geniusz całego filmu. Nie potrzebuje długich przemówień ani moralizowania. Wystarczy jedno spojrzenie na te dwa spotkania, aby zrozumieć, jak wygląda świat, gdy głos jednej grupy jest uznawany za ważniejszy od głosu drugiej.
Ta scena nie opowiada wyłącznie o kobietach i mężczyznach. Opowiada o władzy i o wpływie. O tym, kto jest słuchany, a kto jedynie słyszany, jak bardzo potrzebujemy być zauważeni i traktowani poważnie.

Żródło zdjęć - materiały prasowe
Oglądając te sceny, pomyślałam, że przez lata, wiele kobiet właśnie tak się czuło. Obecne przy stole, przygotowane, kompetentne, a jednak często pomijane. Film pozwala mężczyznom przez chwilę wejść w te doświadczenia i poczuć dyskomfort bycia niewidzialnym. I być może właśnie dlatego ta scena zostaje w pamięci na długo. Pokazuje coś, czego nie da się zrozumieć wyłącznie poprzez statystyki czy dyskusje. Pokazuje emocje. A emocje mają niezwykłą moc zmieniania perspektywy.
Dlatego największą wartością tego filmu nie jest odwrócenie ról.
Największą wartością jest pytanie, które pozostawia w głowie widza:
Jak wyglądałby świat, gdybyśmy przestali walczyć o przewagę, a zaczęli budować partnerstwo?
I właśnie dlatego ten film jest tak wartościowy.
Przypomina, że prawdziwa równość nie polega na zamianie miejsc przy stole. Prawdziwa równość zaczyna się wtedy, gdy wszyscy mają przy nim swoje miejsce.
Kiedy kończyły się napisy, pomyślałam, że być może właśnie taki był zamiar reżyserki. Nie chciała udowodnić, że kobiety powinny rządzić światem. Nie chciała też bronić mężczyzn. Chciała, żebyśmy na chwilę zatrzymali się i spojrzeli na świat oczami drugiej osoby. A kiedy to zrobimy, bardzo często odkrywamy, że po obu stronach jest dokładnie ten sam człowiek, ze swoimi marzeniami, lękami, potrzebą szacunku i pragnieniem, by być po prostu traktowanym godnie.
Film naprawdę bardzo mi się spodobał. Nie dlatego, że dał gotowe odpowiedzi, ale dlatego, że zadał ważne pytania. Sprawił, że na chwilę zatrzymałam się i spojrzałam na świat z innej perspektywy. A właśnie takie filmy cenię najbardziej. Te, które nie kończą się wraz z napisami końcowymi, ale zostają z nami na dłużej.
Jeśli szukasz filmu, który nie tylko bawi, ale również skłania do refleksji nad relacjami między kobietami i mężczyznami, zdecydowanie warto poświęcić mu wieczór.
Ja obejrzałam go z dużą przyjemnością i jestem przekonana, że jeszcze długo będę wracać myślami do pytań, które po sobie zostawił. Bo czasami, aby lepiej zrozumieć innych, wystarczy na chwilę spojrzeć na świat ich oczami.
Maria Kroczak
red. Magazynu KREO





Komentarze