Polka na emigracji. Historia, której nie widać na zdjęciach
- Maria Kroczak

- 3 lip
- 5 minut(y) czytania
Byłam w Anglii ponad trzy lata. Krótko? Długo? Sama nie wiem. Wiem jedno, to był czas, który pozwolił mi poznać duże środowisko Polek na emigracji. Kobiet niezwykłych, odważnych, pracowitych i prawdziwych. Kobiet, które wyjechały z różnych powodów, ale każda z nich zabrała ze sobą swoją historię, swoje marzenia, swoje lęki i ogromną siłę, której często sama w sobie jeszcze wtedy nie widziała.
Słuchałam ich historii. Patrzyłam, jak żyją, pracują, wychowują dzieci. Jak tęsknią, śmieją się, płaczą i jak pomagają sobie nawzajem, osiągają sukcesy. I powiem jedno: to cudowne kobiety.

Poznałam kobiety, które zaczynały od najcięższych prac, a potem otwierały własne biznesy. Kobiety, które nie znały języka, a później pomagały innym w tłumaczeniach. Kobiety, które przeszły samotność, rozwód, chorobę, przemoc, biedę, strach i nadal potrafią się uśmiechać. Kobiety, które nie miały łatwej historii, ale miały ogromne serce. I właśnie dlatego piszę, bo o Polkach na emigracji trzeba mówić więcej. Nie tylko wtedy, kiedy odnoszą sukces i kiedy można pokazać piękne zdjęcie i napisać: „Udało się”. Trzeba mówić też o drodze, samotności, tęsknocie, odwadze i o tym, ile kosztuje zaczynanie wszystkiego od nowa.
Polka na emigracji nie wyjeżdża tylko z Polski. Ona wyjeżdża z życia, które znała. Zostawia nie tylko miasto, dom, ulicę i adres. Zostawia codzienność, która przez lata była jej światem. Zostawia ludzi, którzy znali jej imię i miejsca, w których nie musiała niczego tłumaczyć. Zostawia zapach klatki schodowej, znajomy sklep, drogę do pracy, głos mamy w kuchni, sąsiadkę mijaną na schodach i to ciche poczucie, że gdziekolwiek idzie jest u siebie. A potem wsiada do samolotu, autobusu albo samochodu i nagle wszystko, co było znane, przestaje być oczywiste.
Nikt nie przygotowuje jej na emigrację. Obcy język, pierwsza praca, obce urzędy, obce sklepy, obce spojrzenia i obcy system, w którym na początku nie wie, gdzie zadzwonić, co podpisać, kogo zapytać i czy dobrze zrozumiała.
I ta cisza, która jest jednym z najtrudniejszych uczuć na emigracji. Wrażenie, że wszystko, kim była wcześniej, zostało gdzieś za nią. Jakby nikt nie widział jej przeszłości, nie wiedział, ile już przeszła. Jakby musiała zaczynać od pierwszej strony, chociaż w środku ma już cały napisany rozdział życia. Może spakować trzy walizki, a i tak nie zabierze tego, co najważniejsze. Nie spakuje zapachu domu, głosu babci wołającej na obiad, śmiechu przyjaciół, polskich świąt, zapachu makowca, rozmów przy stole, znajomych żartów, lasu po deszczu, taty naprawiającego wszystko i mamy mówiącej: „Ubierz się, bo zimno”. Tego nie da się przewieźć.
I dlatego tęskni. Nie zawsze za całym krajem. Nie zawsze za Polską jako miejscem na mapie. Tęskni za chwilami. Za językiem, w którym może powiedzieć wszystko bez szukania słów. Za ludźmi, którzy rozumieli ją po jednym spojrzeniu i za domem, który nie wymagał instrukcji obsługi. Za niedzielnym obiadem, szybkim telefonem: „Wpadniesz na kawę?”.

Z zewnątrz emigracja często wygląda jak sukces. Zdjęcia, praca, zakupy, wakacje, nowe mieszkanie, nowe auto. Ludzie w Polsce widzą efekt. Nie widzą ceny. Nie widzą tych wieczorów, kiedy siedzi na kanapie i nagle chce jej się płakać, bo usłyszała polską piosenkę w radiu. Nie widzą, jak stoi w sklepie i przez pięć minut patrzy na słoik ogórków kiszonych, bo nagle przypomniała jej się mama. Nie widzą, jak w święta uśmiecha się do kamery podczas rozmowy wideo, a zaraz po rozłączeniu płacze. Nie widzą, ile razy połknęła łzy, bo trzeba było iść do pracy. Nie widzą, ile razy chciała powiedzieć: „Nie mam już siły”, ale zamiast tego powiedziała: „Jakoś daję radę”. Bo kamera nie pokazuje wszystkiego.
Emigracja naprawdę zmienia kobietę. Na początku często zabiera pewność siebie. Sprawia, że czuje się mniejsza, cicha, mniej odważna. Wstydzi się akcentu. Boi się odezwać. Przeprasza za to, że nie rozumie. Udaje, że wszystko jest w porządku, choć w środku ma chaos. Ale potem coś się dzieje. Zaczyna rozumieć, mówić, załatwiać sprawy sama. Zaczyna prowadzić samochód tam, gdzie kiedyś bała się przejść przez ulicę. Zaczyna pomagać innym kobietom, które dopiero przyjechały. I któregoś dnia patrzy w lustro i widzi kobietę, której wcześniej nie znała. Bardziej samodzielną. Bardziej świadomą. Mniej naiwną. Czasem bardziej zamkniętą, bo życie nauczyło ją ostrożności. Ale też bardziej wdzięczną. Bardziej wrażliwą na drugiego człowieka. Bardziej prawdziwą. Emigracja potrafi zabrać miękkość, ale potrafi też obudzić moc.
I wtedy pojawia się pytanie, które wiele osób zadaje zbyt łatwo: „To dlaczego nie wraca?”. Jakby powrót był taki prosty. Jakby wystarczyło kupić bilet i wszystko wróciło na swoje miejsce. Nie wraca nie dlatego, że nie kocha Polski. Nie wraca, bo tam też już coś zbudowała. Bo dzieci mają szkołę, a ona ma pracę. Bo ma zobowiązania i nauczyła się żyć w nowym miejscu. Po latach za granicą Polska też nie jest już dokładnie taka sama, jak ta, którą zostawiła. A ona też nie jest już taka sama. I to jest trudne do wytłumaczenia komuś, kto nigdy nie żył pomiędzy dwoma światami. Można tęsknić i nie wracać. Można kochać Polskę i jednocześnie budować życie gdzie indziej. Można mieć serce w dwóch miejscach i nie umieć wybrać jednego. To nie jest zdrada. To jest życie.
I właśnie dlatego tak ważna jest Polonia. Kobiety, które spotykają się w polskich sklepach, na wydarzeniach, przy kawie, w kościołach, na grupach, w szkołach sobotnich, na warsztatach, spotkaniach dla Polek. Bo one tworzą coś więcej niż społeczność. One tworzą most między tym, co zostawiły, a tym, co budują.
Dziś trzeba o tym mówić. O tym, że za każdą kobietą na emigracji stoi historia, której nie da się opowiedzieć jednym zdaniem. Bo każda z nich coś zostawiła, coś straciła, coś wygrała. Każda stała się kimś innym. I każda zasługuje na to, żeby jej głos był usłyszany.
Takie właśnie historie Polek znajdziesz w książkach Kamili Kroczak „HerPower 2024” i „HerPower 2025” — poruszających opowieściach kobiet, które odpaliły swoją życiową historię. To historie kobiet, które nie zawsze miały łatwo, ale miały w sobie odwagę, żeby zacząć od nowa. Miały siłę, żeby powiedzieć: „To moja droga, moja prawda, moje życie”. Miały głos, który może obudzić siłę w kolejnej kobiecie.
Przeczytaj historie 30 niezwykłych kobiet i zobacz, jak różne mogą być drogi do odwagi, wolności, zmiany i życia na własnych zasadach. Zobacz kobiety, które bały się, ale poszły dalej. Które czasami zaczynały od zera, a dziś swoim doświadczeniem dodają skrzydeł innym. Bo kiedy jedna kobieta opowiada swoją historię, druga nagle przestaje czuć się sama.
Wyjechały z kraju z różnych przyczyn. Niektóre szukały lepszej pracy, inne uciekały od bólu, biedy, przemocy albo życia, w którym nie mogły oddychać. Jedne wyjechały za miłością, drugie za dziećmi, za marzeniem, którego w Polsce nie umiały już utrzymać przy życiu. Każda miała inny powód, ale każda musiała zrobić ten sam krok, zostawić znane i wejść w nieznane. Dziś każda z nich odniosła sukces na swój sposób. Prowadzą biznesy, rozwijają swoje marki, pracują z pasją, tworzą projekty, wspierają inne kobiety i budują życie, z którego mogą być dumne. Są szczęśliwe, spełnione i coraz bardziej świadome swojej wartości.
Książki „HerPower 2024” i „HerPower 2025” są bezpłatnie dostępne dla wszystkich klubowiczek, które dołączyły do Klubu Kreo - klubu zrzeszającego Polki z całego świata. Klub KREO to przestrzeń dla kobiet, które chcą się inspirować, wspierać, rozwijać i poznawać historie innych Polek, tych mieszkających w Polsce i tych, które budują swoje życie daleko od domu.
Dołącz do Klubu Kreo, przeczytaj te historie i poczuj, że gdziekolwiek jesteś na świecie, nie jesteś sama.
Maria Kroczak
red. Magazynu KREO

















Komentarze